ciemna noc za oknem. świeci mi trochę księżycem i trochę ekranem po oczach. w głośniku mam ulubiony kawałek, a za ścianą mam ulubionego syna. śpiącego.
cały czas coś się zmienia. poprawiają się moje relacje z matką. aż strach pisać, że takie dobre, że takie potrzebne.
od ojca mam takie pytanie przez telefon, że mrożenie krwi w żyłach to przy tym jakiś pikuś.
dwa lata temu płacząc gdzieś w kącie nie myślałam, że dziś będę pewna swojego zdania. że jak widzę czarne, to dam się pokroić, za to, że tak właśnie jest. potrafię się połamać jak cieniutka zapałka, ale też i podpalić. i płonąć miłością do pracy różnej. tej pisanej. tej czytanej. tej klejonej z papieru.
nadal nie wiem co będzie dalej. nawet nie umiem sobie tego wyobrazić, zaplanować, a nawet zamarzyć.
wiem jednak jak bardzo ważna jestem dla siebie. mój spokój, taki w najgłębszym środku. to jego karmię witaminami, owocami. zapijam wodą. dla niego jadę rowerem i robię przysiady. dla niego? czyli dla siebie. dla siebie? czyli po prostu dla mnie? staram się porzucać te myśli o byciu ważną dla dziecka. bo jestem. bo będę. ale dla siebie chcę. chcę.
o miłości nic nie napiszę, bo zawsze jak napiszę to coś się pieprzy, albo układa wspak. albo pojedzie pijanym wężykiem wprost do złości.
środa, 30 lipca 2014
środa, 18 czerwca 2014
środa, 11 czerwca 2014
intymnie.
jakieś cztery lata temu. trochę po tym jak poznałam już P miałam taki oto sen. biegnę po plaży, przede mną biegnie mały chłopiec, z blond włoskami. następnego dnia wieczorem, leżeliśmy razem na dużym łóżku w dzielnicy na literkę B. w głośnikach szła ulubiona Groniec i ulubiona Umer. było milion łez. bardzo dużo zwierzeń.
pamiętam jak bardzo chciałam wtedy powiedzieć P jak bardzo chcę mieć właśnie z nim tego małego blond chłopca biegającego po plaży. o tym jak bardzo chcę być z nim taką zwykłą rodziną z lepszymi i gorszymi chwilami. z miłością. uniesieniami. z trzaskaniem drzwiami. i z tym: "Ale z Ciebie Łoś".
mam to. mam nawet więcej. chciałabym móc nigdy nie zapominać o tym co mam. pielęgnować ten skarb zamknięty w domku z trzech serc. W+P=B, czyli nasza rodzinna wielka szalona miłość.
czwartek, 29 maja 2014
środa, 28 maja 2014
o majówce obrazków kilka.
mogłabym zacząć od narzekania na pogodę. ale nie zrobię tego. bo to był bardzo dobry wyjazd, który ostatecznie nie potrzebuje więcej słów komentarza.
oby więcej takich!
Subskrybuj:
Posty (Atom)